waiting

18 lutego 2017

Pięć lat temu żyłam w stanie ciągłego szczęścia, upojona Sztokholmem i jego możliwościami. Bardzo tęsknię. Żałuję niektórych moich wyborów. Mogłam zrobić więcej. Mogłam zrobić lepiej. Wszystko wydawało się wtedy takie nowe; życie było świeże i pełne szans. Teraz wszystko skamieniało i wydaje się, że nie ma nic, co mnie poruszy. Wszystko ugina się pod ciężarem choroby. Pewne ścieżki już na zawsze pozostaną dla mnie zamknięte. Więc trwam sobie w tym limbo. Unoszę się na wietrze. Moje serce tęskni do gór.

Myślę sobie, czy coś się odmieni na lepsze. Teraz czuję ciężar tysiąca żywotów na moich barkach i wydaje mi się, że zostanę rozgnieciona do samego końca.

Chciałabym tyle powiedzieć, tyle napisać i wciąż brakuje mi słów.

in&out

11 stycznia 2017

Dlaczego tak bardzo boję się pisać? Co sprawia, że pragnę tego jak niczego innego, a jednocześnie nie umiem się zmusić? Która ściana fortecy padnie pierwsza? Pisząc sprawiam, że wszystko staje się realne. Nie mogę już oszukiwać, że nic się nie stało i że nic mi nie jest. Już nie mogę uciekać.

Boję się: zbliża się termin rezonansu i wszystko to, co zepchnęłam głęboko, wszystkie obawy znajdą swoje potwierdzenie lub przyjdzie nowa nadzieja. Co się stanie? Dowiem się za niecały miesiąc. Ale nie powinnam już się dziwić, że źle sypiam. Nie powinny dziwić mnie lęki i to c o ś, co ściska za serce w środku nocy.

I Ciebie już nie ma. Ciebie, mimo iż byłeś prawie moim równolatkiem i Twój koniec był wiadomo – bliski, to Ty ze wszystkich wydawałeś mi się nieśmiertelny. Znalezienie Twojego martwego ciała będzie prześladowało mnie w koszmarach. I chociaż wiem, że Ciebie już nie ma, że zakopaliśmy Twoje ciało w najpiękniejszym zakątku ogrodu, że to była tylko skorupa – nadal płaczę.

Myślałam, że odczuję ulgę. Że będzie mi lżej, bo odejdzie mi obowiązków i zmartwień. Wiem, jak bardzo było to egoistyczne, bo nic się nie zmieniło na lepsze. Pozostała po Tobie pustka, której nie zdołam napełnić – jedyne, co zrobię, to się do niej przyzwyczaję. Wciąż patrzę i wypatruję Ciebie, tam, gdzie jeszcze parę dni temu byłeś. Nie oduczyłam się jeszcze martwienia o Ciebie, nie oduczyłam się kierowania do Ciebie moich pierwszych kroków. Nie zdawałam sobie sprawy, jak często na Ciebie zerkałam i jak ważną częścią mojego życia byłeś. Czekając w świadomości śmierci, medytowałam i wyrażałam nadzieję, że gdziekolwiek teraz jesteś, to jesteś szczęśliwy niż kiedykolwiek byłeś ze mną. Że inkarnujesz się ponownie jako szczęśliwa istota lub wyzwolisz się z samsary na zawsze.

I mimo, że nadal łapię się na myśleniu, czy nie jest Ci zimno to wiem, że już Cię nie ma. Nie wierzyłam, że takie maleństwo jak Ty zada mi tyle bólu.

Słowa znów mnie zawodzą i nie ma takich, które wyrażą ten ból w całości.

Kocham Cię Wojtku, przyjacielu. Spoczywaj w pokoju. Nie zapomnę Cię nigdy.

znowu

27 października 2016

Nadużywam słowa „czasami”. Czasami zrobię to, czasami tamto… A czas to taka płynna rzecz, na chwilę jest i za chwilę znika. Znowu chwila.

Dopiero co się pakowałyśmy do Sztokholmu a teraz od tygodnia jesteś w Dubaju, prowadząc życie, którego ja nigdy nie będę miała. Ludzie pytają, czy bym tak nie chciała, a ja opowiadam im kłamstwa. Prawda byłaby zbyt smutna, zbyt brutalna dla nas wszystkich. Więc udaję że nie, nie chciałabym bym tak mieszkać, tak żyć. To nie dla mnie. Ale wiem, że nas okłamuję. Wewnątrz chcę tego, życia w ruchu, oglądania rzeczy, których większość ludzi nie zobaczy nigdy. Poczucia jak ze studenckich czasów, że cały świat stoi przede mną otworem i mogę spróbować wszystkiego i na wszystko mam czas. Już nie mam przywileju gdybania, choroba na zawsze odrzuciła te pragnienia. Więc, czasami, udaję, że jest w porządku. Że życie jest takie, jakie powinno być. Ale nie jest. I najgorsze jest to, że nie wiem, czy kiedykolwiek będzie…

jesień

16 października 2016

drzewa gną się na wietrze. Liście zmieniają kolor. Deszcz uderza o ziemię miarowo, w powietrzu czuć już kąsanie zimy. Czekamy – całe życie jest czekaniem. Na jutro, na śnieg, na wiosnę, na miłość. Ale każdy krok jest podróżą i celem jednocześnie. To dobrze, że nie wiemy, co nas jutro czeka. Moglibyśmy się wystraszyć na amen…

czasami…

15 października 2016

Czasami się zastanawiam, czy gdyby cię nie było, gdybyś umarł, czy nie byłoby łatwiej? a potem ganię się za te idiotyczne myśli – przecież dałabym wszystko za Twoje bezpieczeństwo i radość. Ale może, gdybym mogła cię opłakać, żałować, przeboleć, może egoistycznie byłoby mi łatwiej… Straszne to są bzdury i wiem o tym. Nic nie poradzę, że tęsknię. Ale skąd ty możesz o tym wiedzieć…

this sound

13 października 2016

Chciałabym bardzo zapamiętać to wszystko, to światło wpadające przez okno, tę zieloną ścianę drzew gnących się zwinnie na wietrze. Jak pachnie powietrze, jak brzmi ten cichy hałas w tle. Brzęczenie lodówki, przemykające samochody, westchnienia psa. Długie, niekończące się godziny popołudnia. Dni, które przechodzą w tygodnie, które przechodzą w miesiące i lata. Wszystko przemija i jest piękne.

[old - 24/3/2013 - to build a home]

9 października 2016

Jakoś idę. Cały czas, nie zatrzymując się nawet na moment. Ale czasami, gdy siedzę za długo lub piję herbatę lub gdy pozwalam na chwilę relaksu, nieproszone myśli i fakty wkraczają zwycięsko do mojego umysłu i sprawiają, że zapominam, jak się oddycha.
Jak można tak żyć? Jak można żyć, mając serce połamane w miliardy kawałeczków, gdy czuję każdy z tych kawałeczków jak boli, zupełnie jakby był osobnym bytem? Jak można tak żyć?
Spadam. Moje życie się trochę pokomplikowało. Czas zamykania, czas otwierania ale ja nie wiem, czy mam siłę na to. Jestem podziwiana za siłę, ale ja po prostu chciałabym odpocząć. Chciałabym, by ktoś się mną zajął, by ktoś wziął za mnie odpowiedzialność. Tylko na chwilkę.
Ale przecież jestem sama.

[old - 23/1/2013 - I could be the one.]

9 października 2016

„Ja wiem, że ty wszystko wiesz. Ty jesteś tak zwana mądra kobieta, o ile takie w ogóle istnieją. To znaczy najbardziej nieszczęśliwa. Dlatego że jesteś mądra, że wszystko rozumiesz, że wszystko wybaczasz, że wszystko potrafisz mądrze ustawiać. Za mądrość płaci się cierpieniem”.
— Marek Hłasko, ‚Pętla’

Tylu rzeczy żałuję. Tak wiele bym zmieniła, więcej wyjasniła. Nie oszukuję się – wiem, że i tak nie bylibyśmy przyjaciółmi. Ale tęsknię czasem za Tobą, za Twoją beztroską i totalnym ignoranctwem wobec świata wokół.

Szczęśliwe dziecko, jedynak izolowany przed wszystkimi złymi stronami życia.

Nic nie wiedziałeś. Nie miałeś zielonego pojęcia, a ja nie chciałam wyjasniać. Nie zrozumiałbyś; Twój inteligentny mózg ma jednak ograniczenia.

Czasami tak bardzo tęsknię za Sztokholmem, że moja serce się ściska i na moment brakuje mi tchu. Znowu być na Gotgatan! Siedzieć nad brzegiem zatoki pomiędzy Slussen i Gamla Stan! Biegać na wykłady do Albano i Frescati… Tak szybko się to skończyło. Rok temu o tej porze zachłystywałam się moim nowo odkrytym życiem. Przeżywałam najlepsze jego momenty. A gdzie jestem dziś?…

Trochę się w tym wszystkim gubię…

[old - 28/12/2012 - blank page]

9 października 2016

Jesteś tu. Jesteś Jesteś Jesteś -

moje serce nie uspokaja się ani na sekundę. Jesteś! I będziesz aż do końca mojej zmiany…

Przez pierwsze godziny nic się nie dzieje. Wymyślam dziesiątki sposobów, jak tu do Ciebie zagadać, i nie wykonuję ani jednego ruchu. A potem, na sam koniec wciągam się w rozmowę Twoją i naszego kolegi. Wypytujesz mnie, jak tam Polska, jak wyjazd, jak życie… Odpowiadam zgodnie z prawdą, ale nie mówię wszystkiego, bo i po co? Tak cudownie jest znowu z Tobą rozmawiać, czuć Twoją energię… ale równie przerażająco jest dostrzegać podobieństwa do tego, co tak bardzo kochałam, tak dawno temu. Uśmiechasz się, i wiercisz, i jesteś niespokojny,

„przestań patrzeć na mnie tymi Twoimi oczami…”

Między wierszami mówisz, że wciąż na Ciebie działam, że nie jestem tym nieważnym, nic nie znaczącym epizodem w Twoim życiu. Mówisz: to boli, patrzec na Ciebie. A wiesz, jak to boli patrzec na Ciebie? Na to, jak mimowolnie podsuwasz się bliżej, a nasze ręce się prawie ze sobą stykają?

Jestem tak szczęśliwa, endorfiny szaleją po moim ciele jak huragan. Jesteś. Nieważne, że jej. Ważne, że jesteś, tu i teraz, i że do mnie mówisz. Czy wiesz, jak szczęśliwa przez to jestem? I wiem, że nie ma szansy na nic, absolutnie na nic, ale i tak gdybam. Jak by to było, gdybyśmy byli kimś innym. Jakby to było, gdybyś Ty był wolny, a ja cały czas tutaj.

Na pewno byłoby inaczej.

[old - 24/12/2012 - I know you care.]

9 października 2016

Byłeś tu. Niezapowiedziany, wszedłeś do biura i rzuciłeś zdawkowe „cześć”. Nawet na mnie nie spoglądając. Twój widok wywołał we mnie – jak zwykle – szybkie bicie serca. To, że nie zwróciłeś na mnie najmniejszej uwagi – ból, którego się nie spodziewałam. Jakoś to przełknęłam. Starałam się pracować, ale ręce trzęsły mi się tak bardzo, że trudno było mi skupić uwagę na czymkolwiek innym. Dlaczego? Dlaczego masz na mnie tak cholerny wpływ? Dlaczego uświadomiłam sobie, że gdybyś teraz chwycił mnie za rękę i pocałował, to nie zaprotestowałabym? Ba, oddałabym pocałunek dwa razy mocniej. Nie zważając na nic.
Boże. Potęga tego uczucia mnie zniewala, rozdrabnia na kawałki. Jeden dotyk, jedno przytulenie. Chcę krzyczeć, wrzeszczeć, chce, żebyś mnie zauważył i odezwał się do mnie, przywitał mnie tak, jak kiedyś, a nie jak zimna maszyna. Chcę z Tobą porozmawiac, zapytać czy jesteś szczęśliwy – bo życzę Ci szczęścia jak nikomu innemu.
Rok temu… Rok temu. Pamiętasz jeszcze? Dzwoniłeś do mnie o 17. O godzinie rozpoczęcia się naszych kolacji wigilijnych. Tylko po to, by życzyć mi wszystkiego najlepszego i wesołych świąt. Słuchałam Twojego głosu nagranego na pocztę głosową przez miesiąc. Tak bardzo Cię chciałam. Czy pamiętasz to jeszcze? Pamiętasz, czy już dawno mnie wykreśliłeś? I nasze wspomnienia również?
Dlaczego nie mogę Cię przeboleć? Dlaczego? Dlaczego, przecież mam kochanego i kochającego mnie chłopaka? Dlaczego? Dlaczego milczysz?
Koło się zatacza. Rok temu byłam w tej samej sytuacji. Wiedz, że wigilijna kolacja nie uszczęśliwi mnie. Będę myśleć o Tobie i o tym, jak bardzo skomplikowałeś moje życie, i jak bardzo Cię za to znienawidziłam. I jak bardzo nienawidzę tego, jak mnie dziś potraktowałeś.
A jednak wciąż… Przybiegłabym, gdybyś tylko mnie zawołał.

Przeklęty…


  • RSS